Moje konto Moje konto
Koszyk jest pusty
Ciało słowem się stało

 

10.09.2019

Czy pod Wizną kapitan Władysław Raginis zatrzymał 42 tysiące żołnierzy Heinza Guderiana?


 

14.04.2019

W życiu każdego człowieka da się znaleźć szramę, bliznę, granicę, która dzieli je na przed i po jakimś wydarzeniu, okresie, silnych emocjach. Klaudia po jednym spotkaniu z Michałem pokochała go miłością wieczną, a może tylko tak smakuje zakazany owoc. Jej uczucie w myślach tylko pięknieje.

Michał ma inną cezurę. Nie może odżałować, że nie został z dziewczyną o szerokich biodrach i blond włosach do połowy pleców. Przecież połączyło ich wspólne marzenie o domku na Mazurach, a rozłączyła jego niedojrzałość.

Anka do dziś nienawidzi byłego męża, mimo że od siedmiu lat jest w związku z innym facetem.

Tamtej trójce dziewczynek zmarła mama. Syn Jacka zginął w wypadku, nagle ktoś zdjął życia kolory, zostawił czerń i biel.

 

Czasem granica się zaciera, zarasta soczystą zielenią doświadczeń. Innym razem przypomina spaloną ziemię, na której nic nie wyrasta. O tym opowiada “Lektor” Bernharda Schlinka oraz film pod tym samym tytułem z doskonałą Kate Winslet. Dla Michaela życie po romansie z Hanną, który przeżył jako piętnastolatek, nigdy nie wypełniło się pełnią barw. Kochał Hannę nadal, uświadomił sobie, nawet gdy okazała się zbrodniarzem wojennym.

 


 

 

13.01.2019

„Ślepnąc od świateł” to znakomita lektura dla wszelkich ludków z mieszkań na kredyt za pół miliona. Ostatnim szaleństwem, jakiego dokonali, jest upicie się w Turcji na all inclusive. Podpalenie dużego śmietnika z workami po weekendzie ciągle przed nimi, ale można wcielić się na chwilę we Franza Maurera czy kogoś tam, czytając „Ślepnąc od świateł”. Przeczytaj recenzję powieści "Ślepnąc od świateł"...

 


 

 

01.01.2019

“Dziennik 1954”  trąci jakąś hipokryzją, a nawet schizofrenią.  Normalnie rzecz ujmując, Tyrmand ma rację. Polska wzięta pod sowiecki but cierpiała w latach 40. i 50. biedę, nędzę, ominął ją plan Marshalla. Zabijali i wpychali na Rakowiecką i do pałacu Mostowskich kogo chcieli. Zamknęli “Tygodnik Powszechny”. Czarne i cuchnące opary komunizmu spowiły i zatruły Polskę. Nic, tylko się zabić, a przynajmniej zapić. Ale Tyrmand – nieugięty literat z nieoficjalnym zakazem publikowania – prowadził intensywne życie. Sam, mając nastoletnią kobietę i sypiając z innymi, czytając książki spoza oficjalnego obiegu, będąc zapraszanym na premiery teatralne i filmowe, moralizował, przywoływał do pionu kolegów po fachu. Odmawiał im jeśli nie talentu, to inteligencji, a przede wszystkim kręgosłupa moralnego. Mocno dostało się Zygmuntowi Kałużyńskiemu, mniej Stanisławowi Lemowi. Spod noża krytyki uciekli Zbigniew Herbert i Stefan Kisielewski. Więcej o "Dzienniku 1954"...


 

 

18.11.2018

We wspominaniach Magdaleny Zawadzkiej o Gustawie Holoubku i jej małżeństwie z nim - "Gustaw i Ja" - nie umiem poczuć ani bólu egzystencji, ani zatrzymania się czasu podczas upojnych chwil nad Wisłą. Dopiero pod koniec auto(biografii) Zawadzka dotknęła życia, ale wcześniej cegiełka po cegiełce stawiała dobrze już znane lukrowane pomniki.

Aktorka niemal encyklopedycznie ułożyła drogę arystyczną swoją i męża, przeplatając encyklopedię ciekawostkami z życia osobistego. Zerknięcie za kurtynę aż tak pasjonujące nie jest. Magdalena Zawadzka i Gustaw Holoubek za PRL-u nie stoją w kolejkach, nie polują na zwierzynę w "Społem", pomarańcze i papier toaletowy. Natomiast jeżdżą po całym świecie z kolejnymi teatrami, w których grają, reżyserują (Holoubek). Nie wiem, czy im zazdroszczę czy współczuję. Żywię się wyższymi uczuciami, więc to drugie na pewno nie.

 

Przeczytaj całą recenzję...


 

 

06.05.2018 

Kitem Bartosz wypełniła i staranie uszczelniła swoją książkę, tworząc z niej dygresje i komentarze, omówienie do autobiograficznej powieści Głowackiego. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron lektury miałem wrażenie, że czytam „Życie na Gorąco”, numer czerwcowy. Wiadomo o czym będzie: o przetworach truskawkowych, końcu roku szkolnego i przygotowaniu apteczki na wakacje. 

Bartosz się chwali, że z Januszem zaprzyjaźnili się dzięki ich zdystansowanemu, ironicznemu patrzeniu na świat, przede wszystkim na siebie. Dystanse bywają krótkie i długie. Tam, gdzie w opowieści Głowackiego można mu pozazdrościć pierwszych doznań erotycznych, w słowach Bartosz otrzymujemy przepis na „raz w tygodniu z trudem”: poprawne zdania, doprawiamy szczyptą anegdoty, zalewamy cytatami z przyjaciół autora „Antygony w Nowym Jorku”.

Czytaj więcej...

 


 

 

22.01.2018

Dzieciństwo miałem raczej szczęśliwe. Kiedy w siódmej klasie podstawówki zachorowałem na zapalenie płuc, chomik uciekł za regał i nie dawał się wybawić ani marchewką, ani cukinią. W obliczu porażki w opiece nad zwierzęciem w sukurs nadciągnęły dwie koleżanki. Marzenka z dołu i Sylwia z góry. Sylwia się we mnie kochała, a Marzenka – miała duże piersi. Nie. Było na odwrót. Za meble schowała się świnka morska.

W wolnych chwilach od zajmowania się folwarkiem zwierzęcym i zapadania na zapalenie płuc czytałem książki, które trudno posądzać o pudrowanie młodej duszy, a więc Jacka Londona, Jamesa Oliviera Curwooda oraz historię wyrzynania dobrych Indian przez złe blade twarze.

Trudno się zatem dziwić, że wiersze Wandy Chotomskiej poznałem dopiero z biografii „Wanda Chotomska – Nie mam nic do ukrycia” autorstwa Barbary Gawryluk. 

 

Czytaj więcej...

 


 

 

18.01.2018

Gdyby twórczość Tamary Łempickiej przypadła na czasy socrealizmu, artystka malowałaby pewnie nagie żniwiarki, traktorzystki i murarki(?) o pełnych nienaturalnie, rzeźbiarsko wypolerowanych rysach i kształtach w scenografii Huty Lenina w Krakowie. Byłyby te bohaterki nowego, lepszego, jedynie słusznego ustroju, który miał być końcem historii, ostatecznym dopełnieniem losów ludzkości. Czytaj więcej...

 


 

01.08.2017

Polskich krytyków Baniewicz chłoszcze niemiłosiernie. Nie odczytują podskórnych sensów, nie czują drugiego dna, nie wychwytują niuansów. Partactwo i prostactwo. Kołtun wychodzi z głowy.  Za to na Zachodzie umieją, rozumieją, doceniają. Czyżbym do spółki z Baniewicz tworzył oazę arystokratów słowa?

dżanus elżbieta baniewicz

Przeczytaj całą recenzję "Dżanusa", biografii Elżbiety Baniewicz o twórczości Janusza Głowackiego


 

 

08.07.2017

Tylko jeden Kisiel zauważył, że "Kopciuch" to polski "Lot nad kukułczym gniazdem". A co to "Lot nad kukułczym gniazdem". Coś z ornitologii?

Kisiel się mylił, prawdę zaś odkrył recenzent Tomasz Mościcki w "Życiu": „Jego diagnozy zawarte w kolejnych sztukach, nie wykraczają na ogół poza umysłowe ramy stuwierszowego felietonu. Widać to było w "Antygonie w Nowym Jorku", w pełni rozkwitło w "Czwartej siostrze" - jak sądzę jednej z najgłupszych sztuk opublikowanych po 1945 roku, a teraz Teatr Narodowy, na zakończenie sezonu, pokazał w Teatrze Małym tegoż "Kopciucha". Po co?”

Słusznie. Nihilistom moralnym i grafomanom mówimy stanowczo - nie! Szkoda, że profesorowi Janowi Kottowi busola moralna się rozmagnetyzowała, skoro za najwybitniejsze sztuki współczesne uznał "Do piachu" Różewicza, "Emigrantów" Mrożka i "Antygonę w Nowym Jorku" Głowackiego.

To komu wierzyć? Sprawdźcie sami! 


 

05.07.2017

Lipcowy wieczór 1911 roku na Montmartrze mieszał zapachy końskich odchodów, tanich perfum, tytoniu, potu i koniaku z otwartych drzwi kawiarni oraz rewii kankana. Na czwartym piętrze kamiennicy mieściła się pracowania polskiego artysty malarza Alfonsa Karpińskiego. Namówił uliczną prostytutkę do pozowania, obiecując jej nową sukienkę i szminkę. Kobieta wstydziła się pozowania, zakryła twarz ramieniem, odsłaniając włosy pod pachą, bo przecież mąż, dorożkarz, by ją batem skatował, ale pokusa zdobycia nowej, lśniącej szminki okazała się silniejsza. Oto Bogini paryskiej dzielnicy dziwek, impresjonizmu i kankana.


 

 

02.07.2017

 

Ogórek z Baniewicz zastanawiali się przez chwilę, czy przedmiot książki może w ogóle się odzywać.  Pisarz sam zabrał głos, wspominając czasy w szkole teatralnej a cytując „Z głowy”:  Profesorowie dawali temat i trzeba było coś bez dialogu zainscenizować. Ja dostałem hasło "szach królowi", więc posadziłem faceta w kornie, a naprzeciwko dziewczynę bez majtek z rozłożonymi nogami. Mnie się to wydawało logiczne i biegło w kierunku moich zainteresowań. Ale okazało się, że prawidłowa odpowiedź to Kordian wchodzący do sypialni cara, i profesorowie się obrazili. Zresztą jestem pewien, że i tak ukończyłbym Szkołę Teatralną z wyróżnieniem, a polskie sceny by się wzbogaciły o jeszcze jednego niezdolnego aktora, gdyby znów nie dopadły mnie wątpliwości.

- Wyrzucili mnie za cynizm i brak talentu. Za sam brak talentu się nie wyrzuca, co można łatwo sprawdzić - dodał. 

Przeczytaj o innych dokonaniach Janusza Głowackiego!

 

Akt w malarstwie polskim Barbara Kokoska

29.99
Stan:
Używana
Dodaj do ulubionych

Na stanie: 1 Na wyczerpaniu

Czas dostępności: Dostępny od ręki

Opis produktu Akt w malarstwie polskim Barbara Kokoska

Akt w malarstwie polskim

Barbarta Kokoska

2015

Wydawnictwo Kluszczyński

ISBN 978-83-7447-086-5

okładka twarda z obwolutą: stan bardzo dobry minus

stan książki bardzo dobry

 

Lipcowy wieczór 1911 roku na Montmartrze mieszał zapachy końskich odchodów, tanich perfum, tytoniu, potu i koniaku z otwartych drzwi kawiarni oraz rewii kankana. Na czwartym piętrze kamiennicy mieściła się pracowania polskiego artysty malarza Alfonsa Karpińskiego. Namówił uliczną prostytutkę do pozowania, obiecując jej nową sukienkę i szminkę. Kobieta wstydziła się pozowania, zakryła twarz ramieniem, odsłaniając włosy pod pachą, bo przecież mąż, dorożkarz, by ją batem skatował, ale pokusa zdobycia nowej, lśniącej szminki okazała się silniejsza. Oto Bogini paryskiej dzielnicy dziwek, impresjonizmu i kankana. 

 

"Powracający wieczorem ojcowie rodzin musieli sobie torować drogę pomiędzy rojem prostytutek śmiało biorących ich pod rękę, obiecujących silne i wyrafinowane rozkosze, jakich żony niezdolne byłyby im zapewnić. Niektórzy z tych panów trafiali do domu, inni zaś nie. Wynikały z tego gwałtowne sceny małżeńskie" 

(Cytat z Moulin Rouge", Pierre La Mure)

Alfons Karpiński, Akt, 1911

 

 

Wojciech Weiss, Upadła dziewczyna, 1899, olej na płótnie, 65x96 cm, własność prywatna

 

 

 

Franciszek Żmurko, Z rozkazu padyszacha, 1881, olej na płótnie, 135,5x240 cm, Muzeum Narodowe w Warszawie

 

„Piękne, martwe ciało miał swój dwuznaczny urok. Jemu też poświęcił swój obraz „Z rozkazu padyszacha” (1881) Franciszek Żmurko. Przewrócone meble w pomieszczeniu, rozrzucona biżuteria sugerują przemoc, ale nie wiadomo, jakiego typu. Sam atrakcyjny akt nie mówi wprost o barbarzyństwie, jakiemu została poddana leżąca kobieta, której nieskazitelne ciało widz ogląda od tyłu. Dopiero sznur na jej szyi dopowiada tragiczny finał”.

„Akt w malarstwie polskim”, Barbara Kokoska

 

 

Tamara Łempicka, Andromeda, 1929, olej na płótnie, 99x65 cm, wł. prywatna

Gdyby twórczość Tamary Łempickiej przypadła na czasy socrealizmu, artystka malowałaby pewnie nagie żniwiarki, traktorzystki i murarki(?) o pełnych nienaturalnie, rzeźbiarsko wypolerowanych rysach i kształtach w scenografii Huty Lenina w Krakowie. Byłyby te bohaterki nowego, lepszego, jedynie słusznego ustroju, który miał być końcem historii, ostatecznym dopełnieniem losów ludzkości. 

 

Jednak "Andromeda" powstała w 1929. Modelka o staranie wydepilowanym ciele,  pełnych biodrach, masywnych udach, sprężystych piersiach, karminowych ustach, lekko narkotycznym, a może tylko znudzonym, nieobecnym spojrzeniu spojrzeniu symbolizuje jednocześnie władzę kobiecego powabu usidlonego kajdankami na przegubach nadgarstków. Przemawia w tym obrazie odwieczna wymowa erotyki, seksu, pożądania: Zawładnąć przedmiotem miłości, a jednocześnie wciąż go pragnąć jak z czasu, gdy wydawał się obiektem nie do zdobycia.

 

Łukasz Korolkiewicz, Przebudzenie, ok. 1980 r., olej na płótnie, 135x200 cm, wł. prywatna

 

Wschodnie słońce wpadające do pokoju przez lekkie zasłony uszyte w naprzemienne paski, prześwitujące i pełne, oświetlało ciało Marii. Młoda kobieta przykryła pierś ręką lewą, ale nie ze wstydu, tylko dla wygody, tak było jej wygodniej leżeć zaraz po przebudzeniu. Sierpniowe słońce, mimo wczesnej pory, mocno już grzało, dlatego Maria odrzuciła kołdrę na łydki, obnażając gładką, jasną skórę. Zza okna dochodził zapach pełnego lata. Jarzębina rzucała lekki cień na dom. Jego cienkie, niemal tekturowe ścianki bardziej przypominały architekturę altan na Robotniczych Ogródkach Działkowych niż domów jednorodzinnych. Nie wiem dokładnie czy to ogródki na Kinowej, ale chyba właśnie tam Maria latem pomieszkuje z Michałem, który przed chwilą wrócił z Lidla. Na jego przedramieniu kołysała się reklamówka z bułkami, pomidorami, masłem i serem feta. Wszystkie bułki z Lidla bez względu na rodzaj smakują tak samo, pomyślał.

Zajrzał do pokoju przez uchylone drzwi i zastygł w przerażeniu. W oczach Marii zobaczył zimno, obojętność, znudzenie, złość, całą paletę cech, które objawia kobieta, która kocha innego. Poczuł ukłucie za mostkiem. W ułamku sekundy doszło do niego, że z Justyną spędził sześć lat, a kolejnego choćby roku nie będzie.

Spróbował słowami zaczarować rzeczywistość:

- Odkryłaś się, bo gorąco? Mi też się zrobiło.

Poleć produkt

:
:
: